TSUE zbada obowiązki informacyjne przy kredytach WIBOR sprzed 1 stycznia 2018 r.

Czy przed zawarciem umowy kredytu hipotecznego bank powinien był poinformować klienta nie tylko o tym, że oprocentowanie zależy od WIBOR, lecz także wskazać administratora wskaźnika, przedstawić zasady jego wyznaczania i wyjaśnić, że był on oparty na deklaracjach banków, a nie na rzeczywistych transakcjach?

Tego dotyczy pierwsze pytanie prejudycjalne w sprawie C-630/25, skierowane do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przez Sąd Okręgowy w Warszawie.

Sprawa C-630/25 może mieć szczególne znaczenie dla kredytów hipotecznych zawieranych przed 1 stycznia 2018 r., czyli przed rozpoczęciem stosowania unijnego rozporządzenia BMR regulującego opracowywanie i wykorzystywanie wskaźników referencyjnych.

Sąd Okręgowy w Warszawie pyta, czy już wcześniej – na podstawie wymogu przejrzystości wynikającego z dyrektywy 93/13 – banki miały obowiązek przekazywać konsumentom szczegółowe informacje dotyczące mechanizmu ustalania WIBOR lub LIBOR.

Kredyt złotowy oparty na WIBOR

Postępowanie główne dotyczy umowy kredytu mieszkaniowego zawartej w styczniu 2007 r. Bank udzielił konsumentom kredytu w wysokości 399 431,73 zł. Oprocentowanie było zmienne i stanowiło sumę WIBOR 3M oraz stałej marży banku wynoszącej 0,89 punktu procentowego.

W dniu zawarcia umowy WIBOR wynosił 4,20 proc., a całkowite oprocentowanie kredytu – 5,09 proc. Umowa przewidywała, że każda zmiana stawki referencyjnej spowoduje zmianę oprocentowania o taką samą liczbę punktów procentowych.

Kredytobiorcy podpisali oświadczenie, że zostali poinformowani o ryzyku zmiany stóp procentowych oraz że wzrost WIBOR może prowadzić do podwyższenia rat. W samej umowie WIBOR zdefiniowano jako stawkę publikowaną o godzinie 11.00 w serwisie Reuters.

Dokumenty nie wyjaśniały jednak, jaki podmiot opracowuje wskaźnik, według jakich szczegółowych zasad jest on obliczany ani jaka jest rola banków uczestniczących w fixingu. Konsumenci nie zostali też poinformowani, że stawka była ustalana na podstawie kwotowań deklarowanych przez grupę banków.

Czy informacja o ryzyku była wystarczająca?

Pierwsze pytanie w sprawie C-630/25 dotyczy art. 4 ust. 2 i art. 5 dyrektywy 93/13. Z przepisów tych wynika, że postanowienia określające główny przedmiot umowy lub cenę świadczenia muszą być wyrażone prostym i zrozumiałym językiem.

Wymóg przejrzystości nie ogranicza się jednak do poprawności językowej. Konsument powinien rozumieć sposób działania mechanizmu umownego i móc oszacować jego potencjalnie istotne konsekwencje ekonomiczne.

Nie wystarczy zatem, aby umowa zawierała matematyczny wzór: „WIBOR plus marża”. Powstaje pytanie, czy kredytobiorca powinien także wiedzieć, skąd bierze się wartość WIBOR, kto ją wyznacza i na jakiego rodzaju danych opiera się wskaźnik.

Sąd oczekuje od TSUE wyjaśnienia, czy przed podpisaniem umowy bank powinien był poinformować konsumenta o:

  • podmiocie opracowującym wskaźnik,
  • szczegółowych zasadach jego ustalania,
  • treści regulaminu fixingu,
  • deklaratywnym charakterze danych przekazywanych przez banki,
  • braku oparcia wskaźnika wyłącznie na rzeczywistych transakcjach rynkowych.

Pytanie nie przesądza, że konieczne było wręczenie klientowi całego, specjalistycznego regulaminu. TSUE ma jednak określić, jak daleko powinien sięgać obowiązek informacyjny banku, aby przeciętny konsument rzeczywiście rozumiał mechanizm wpływający przez wiele lat na wysokość jego rat.

Problem umów sprzed regulacji BMR

Data zawarcia umowy ma w tej sprawie zasadnicze znaczenie. Od 1 stycznia 2018 r. obowiązywały już unijne regulacje nakazujące przekazywanie konsumentom informacji między innymi o nazwie wskaźnika, jego administratorze oraz potencjalnych konsekwencjach jego stosowania.

Umowa będąca przedmiotem sprawy C-630/25 została jednak zawarta w 2007 r. Wówczas metodologia WIBOR opierała się przede wszystkim na samoregulacji rynku. Nie istniały jeszcze przepisy BMR ustanawiające jednolite zasady działalności administratorów wskaźników, zarządzania konfliktami interesów, jakości danych wejściowych i nadzoru.

Sąd pyta więc, czy podobny obowiązek informacyjny można wyprowadzić bezpośrednio z ogólnego standardu przejrzystości przewidzianego w dyrektywie 93/13.

Odpowiedź twierdząca oznaczałaby, że brak szczegółowych regulacji sektorowych nie zwalniał banku z obowiązku przedstawienia najważniejszych właściwości wskaźnika wpływającego na koszt kredytu.

WIBOR nie był ceną rzeczywistych transakcji

W okresie zawierania spornej umowy WIBOR był obliczany na podstawie stawek przekazywanych przez uczestników fixingu. Banki deklarowały, na jakich warunkach były gotowe udzielać sobie depozytów na rynku międzybankowym. Po odrzuceniu wartości skrajnych z pozostałych kwotowań wyliczano średnią arytmetyczną.

Regulamin przewidywał wprawdzie, że przez 15 minut po publikacji stawek uczestnik powinien być gotowy zawrzeć transakcję na zadeklarowanych warunkach, jednak zobowiązanie to było ograniczone czasowo i kwotowo.

Sąd zwraca uwagę, że sam wskaźnik nie był po prostu średnią oprocentowania rzeczywiście zawartych w danym dniu transakcji. Jego punktem wyjścia były deklaracje banków uczestniczących w fixingu.

Dla oceny obowiązku informacyjnego istotne jest zatem, czy konsument powinien był zostać wyraźnie poinformowany o tej cesze mechanizmu. Samo określenie WIBOR jako stawki dla depozytów międzybankowych mogło bowiem wywoływać przekonanie, że wskaźnik przedstawia bezpośrednio cenę realnie przeprowadzonych operacji.

Czy bank musiał przekazać regulamin?

Jednym z najbardziej praktycznych problemów jest ustalenie formy informacji. Banki mogą argumentować, że regulaminy opracowywania wskaźników były dokumentami zewnętrznymi, rozbudowanymi i technicznymi, a ich wręczanie każdemu kredytobiorcy nie prowadziłoby do lepszego zrozumienia umowy.

Z drugiej strony trudno wymagać od konsumenta, aby samodzielnie odszukiwał dokumentację dotyczącą podstawowego składnika oprocentowania, zwłaszcza gdy bank nie wskazał mu nazwy administratora ani nie zwrócił uwagi na najważniejsze cechy wskaźnika.

Rozwiązaniem pośrednim mogło być przedstawienie przez bank zwięzłego i zrozumiałego wyjaśnienia mechanizmu, ze wskazaniem administratora, źródeł danych, zasad obliczania stawki i czynników mogących wpływać na jej zmianę.

Pierwsze pytanie w sprawie C-630/25 ma ustalić, czy taki standard wynikał z prawa unijnego już w odniesieniu do umów zawartych przed wprowadzeniem przepisów BMR.

Podpis pod oświadczeniem może nie zamykać sprawy

Kredytobiorcy potwierdzili, że znają ryzyko wzrostu stóp procentowych. Nie oznacza to jednak automatycznie, że rozumieli naturę samego wskaźnika.

Świadomość, że rata może wzrosnąć, jest czymś innym niż wiedza o tym, jak tworzony jest parametr powodujący ten wzrost. Konsument może rozumieć zależność matematyczną między WIBOR a ratą, a jednocześnie nie wiedzieć, że wartość wskaźnika jest oparta na kwotowaniach przedstawianych przez grupę banków według regulaminu przyjętego poza systemem prawa powszechnie obowiązującego.

TSUE będzie więc musiał rozstrzygnąć, czy przejrzystość klauzuli oprocentowania wymagała ujawnienia nie tylko skutków zmiany WIBOR, lecz również podstawowych cech procesu jego opracowywania.

Znaczenie dla starszych umów kredytowych

Odpowiedź Trybunału może mieć znaczenie dla wielu kredytów złotowych zawartych przed 2018 r. Nie będzie jednak oznaczała automatycznego zakwestionowania wszystkich takich umów.

Sądy krajowe nadal będą musiały badać treść konkretnego kontraktu, dokumenty przekazane klientowi, sposób przedstawienia ryzyka i okoliczności zawierania umowy.

Jeżeli TSUE uzna, że bank powinien był ujawnić administratora i podstawowe elementy metodologii wskaźnika, samo wskazanie nazwy WIBOR oraz podpisanie ogólnego oświadczenia o ryzyku może nie wystarczyć do uznania klauzuli za przejrzystą.

Zapraszam do Kancelarii w celu bezpłatnej analizy umowy kredytu
www.beata-stryjewska.pl