Zabezpieczenie roszczeń kredytobiorców z automatu w ustawie frankowej.
RPO: dobry kierunek, ale problem tkwi w doręczeniach
Jednym z najbardziej nośnych elementów projektu tzw. ustawy frankowej są przepisy o zabezpieczeniu roszczeń kredytobiorców: zamiast klasycznej procedury zabezpieczającej, tj. postanowienia sądu wydawanego na wniosek powoda – automatyczne wstrzymanie obowiązku płacenia rat bez potrzeby wydania przez sąd postanowienia. Rzecznik Praw Obywatelskich ocenia samą ideę jako zasadniczo słuszną, ale jednocześnie ostrzega, że w zaproponowanym kształcie mechanizm może realnie pogorszyć pozycję konsumentów.
Co przewiduje projekt: raty wstrzymane z mocy prawa
Projekt zakłada, że z chwilą doręczenia bankowi pozwu wniesionego przez konsumenta obowiązek spłaty rat kredytu zostaje wstrzymany z mocy prawa do prawomocnego zakończenia postępowania, a wstrzymanie płatności nie może być traktowane jako nienależyte wykonywanie umowy.
W założeniu ma to odciążyć sądy od tysięcy wniosków o zabezpieczenie składanych dziś masowo razem z pozwem. RPO przyznaje, że uproszczenie, które pozwala konsumentowi przestać płacić raty bez oczekiwania na formalne rozstrzygnięcie, jest rozwiązaniem co do zasady korzystnym.
Krytyczny szczegół: zabezpieczenie dopiero po doręczeniu pozwu
Największy problem – zdaniem Rzecznika – tkwi w uzależnieniu skutku ochronnego wyłącznie od doręczenia pozwu bankowi . RPO zwraca uwagę, że w praktyce doręczenie pozwu następuje po wielu miesiącach, a w sądach warszawskich bywa, że trzeba na nie czekać rok, dwa lata albo dłużej.
Równocześnie projekt przewiduje rozwiązanie wyjątkowo dotkliwe: wnioski o zabezpieczenie i zażalenia w tym zakresie mają być pozostawiane bez rozpoznania, a postępowania – umarzane. Efekt? Do czasu doręczenia pozwu bankowi konsument miałby nadal spłacać raty – nawet jeśli umowa jest „prawdopodobnie nieważna” – a więc znalazłby się w sytuacji gorszej niż obecnie.
RPO przypomina, że dziś zawieszenie spłaty rat kredytu na czas trwania procesu jest często osiągane szybciej właśnie przez klasyczny wniosek o zabezpieczenie. Odwołuje się też do standardu z art. 737 k.p.c. (rozpoznanie wniosku „bezzwłocznie”), wskazując, że choć w praktyce nie zawsze jest to tydzień, to w części sądów funkcjonują dyżury sędziowskie, które pozwalają rozpoznać zabezpieczenie w kilka tygodni od złożenia pozwu – zwykle znacznie wcześniej niż doręczenie pozwu bankowi.
Skutek uboczny: więcej wniosków o przyspieszenie
Rzecznik ostrzega też przed paradoksem: zamiast ograniczyć liczbę pism procesowych, regulacja może wywołać falę wniosków o przyspieszenie doręczenia pozwu oraz skarg na opieszałość w tym zakresie. W ocenie RPO to ryzyko jest realne i uderza w podstawową obietnicę projektu – przyspieszenie postępowań.
Przymusowa ochrona? RPO o braku wyboru i ryzyku po stronie konsumenta
Kontrowersje – według RPO i przedstawicieli konsumentów – budzi również sama konstrukcja obligatoryjnego zabezpieczenia z mocy prawa, także w sytuacji, gdy dany kredytobiorca nie chce z niego korzystać i woli nadal spłacać raty (np. z przyczyn finansowych, podatkowych, reputacyjnych czy ostrożnościowych). Podnoszony jest przy tym brak mechanizmu, który chroniłby interes konsumenta na wypadek oddalenia powództwa, co może stawiać go w niekorzystnym położeniu.
Wnioski: ochrona, która nie może czekać rok
Z perspektywy kredytobiorców sedno sporu jest proste: zabezpieczenie roszczenia ma działać wtedy, gdy jest najbardziej potrzebne – na początku procesu, gdy rata często przesądza o „być albo nie być” gospodarstwa domowego. RPO nie podważa celu ustawodawcy (odciążenie sądów od masowych wniosków), ale argumentuje, że mechanizm oparty na długim oczekiwaniu na doręczenie pozwu i jednoczesnym uniemożliwieniu skorzystania z klasycznej ścieżki zabezpieczenia może stać się rozwiązaniem pozornym: ani nie da realnej ochrony na czas, ani nie usprawni pracy wymiaru sprawiedliwości.
Ustawa frankowa nadal znajduje się w fazie legislacyjnej.